Fundacja idealna

Chciałabym zachęcić Was do dyskusji, bo uważam, że rozmawiać warto. Tworu idealnego nie ma – jasna rzecz, jednak można wyróżnić pewne ważne punkty. Dla każdego będą nieco inne, niemniej wydaje mi się, że dzięki takim rozmowom możemy znaleźć nić porozumienia pomiędzy różnymi ‚obozami’. Nie ma co udawać, że wszyscy tutaj się wzajemnie kochamy, tak bez żadnych zastrzeżeń. Nawet fundacje między sobą wchodzą w różne konflikty, jak więc może nie być zakłóceń na linii koniarz – fundacja albo ‚Zosia Samosia’ – fundacja (jako Zosie Samosie postrzegam osoby kompletnie antyfundacyjne, które mają powody, by nie ufać organizacjom albo po prostu nie czują takiej potrzeby).

Czy rozmowa ze ‚sceptykami’ nie jest przypadkiem strzałem w stopę?

Czy warto mówić otwarcie, że brakuje na rachunki? Kiedy nie mówimy – nie otrzymujemy wsparcia. Kiedy mówimy – wychodzi na to, że jesteśmy niegospodarni.

Kto powinien prowadzić przykładowo fundację dla koni? Profesjonalista (właściciel dużego ośrodka jeździeckiego, doświadczony jeździec albo stajenny z długim stażem?), a może miłośnik zwierząt? Czy z zupełnie innej strony: biznesmen?

Co dla samych zwierząt jest najważniejsze? Duże wybiegi, bezpieczne boksy, odpowiednio dobrane towarzystwo? Może wszystko na raz?

Czy pies w kojcu musi być nieszczęśliwy?

I dalej: utrzymywać w hotelikach?

Odbierać zwierzęta czy pomagać na miejscu – w ich domach? Jeśli pomagać, to jak ustrzec się przed oszustwem ze strony regularnie pojawiających się naciągaczy?

Jak powinno wyglądać karmienie? Zwierzęta muszą mieć stały dostęp do jedzenia czy jest to niewskazane? Można wybrać kiepską karmę, aby móc wykarmić większe stado?

Wolontariat – tak czy nie? Wolontariusz zawsze może coś ‚skiepścić’, a pilnować go na każdym kroku nie sposób. Kiedy wolontariatu nie ma, to z kolei pojawiają się głosy, że organizacja coś ukrywa. Co więc wybrać?

Tego typu pytania można mnożyć. Ja na wiele z nich już sobie odpowiedziałam. Zdarzało się, że po czasie zmieniałam stanowisko – jak w przypadku adopcji (klik: Adopcje). Ciekawa jestem, jak Wy postrzegacie to wszystko. Możecie się ze mną nie zgadzać, tylko o poziom dyskusji proszę.

1 komentarz do “Fundacja idealnaDodaj swoje →

  1. Ja powiem przede wszystkim NIE dla oszolomstwa – i tego eko, i tego ogolniepojetego. Ckliwy belkot i rzucanie barszczem w rolników moze i przyciągnie grupke młodocianych fanatyczek, ale umówmy sie ze one często poza własnym czasem (przeznaczonym głównie na klepanie w klawiaturę) nic do zaoferowania nie maja, bo są na garnuszku rodziców. Dorosli ludzie lubią konkrety – zdjęcia, faktury, jasny przekaz. Mam nadzieje ze na Szkapostronie nigdy nie będzie tekstów o paczaniu 😉
    Co do kojcow – kojce sa spoko o ile grupy w nich dobrano z sensem i psy nie siedza tam non stop, tylko wychodzą na wybieg/spacer.
    Co do adopcji – pewnie ze to sliski temat ale imo gra warta świeczki, o ile dom jest mega pewny. Nawet jesli po x latach trafi siw niespodziewany powrót, to zawsze to x lat bez ponoszenia kosztów na rzecz danego zwierza. Gorzej, jesli na wracającego z adopcji konia trzeba będzie wylozyc więcej, bo adoptujący zaniedbali. IMO do tego głównie powinni byc wolontariusze – zeby pojechać, pogadać, porobić zdjęcia i przekazać je Wam do oceny.
    A tak ogólnie to uważam ze wszystkie konie który na to pozwala zdrowie powinny iść do chociażby lekkiej pracy, widziałam juz nieźle krzywulce czy brzydale które dzieki sensownej pracy ‚wychodzily na konie’, no i łatwiej takiemu koniowi znalezc dom. Tak wiec nie dla bredzenia ze kon ma byc wyłącznie zwierzęciem towarzyszącym, niech nikt nikomu, a juz szczególnie fundacje, do gara i pod tylek nie zaglądają 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *