Chyba widziałam kotka!

Jechaliśmy na zakupy. Było już ciemno i zdecydowanie nieprzyjemnie. W pewnej chwili kątem oka zobaczyłam coś… zdawało mi się, że – kotka! Spokojnie, jak tylko umiałam, powiedziałam do Michała: „Wiem, że mnie znienawidzisz, ale zawróć, kiedy tylko będzie to możliwe.” Michał nie lubi takich pomysłów, zwłaszcza, że przed nami nie było żadnego ronda, a wręcz przeciwnie, same wąskie uliczki i ciasne skrzyżowania. Klnąc po nosem, poszukał miejsca, w którym mógł wykonać manewr bez blokowania ruchu w całej miejscowości.

Kiedy już jechaliśmy w drugą stronę, spokojnie zapytał, czego zapomniałam. Tutaj nastał ten moment, kiedy musiałam się przyznać, że chyba widziałam kotka. Słowa na chwilę ugrzęzły mi w gardle, ale wydukałam… Burknął tylko, czy daleko? Za chwilę zobaczyliśmy przy krawężniku cień. Jakby jeż? Ale jak się zbliżyliśmy, cień zaczął kicać. Królik?! Już nie zwracając uwagi na korek, jaki wywołamy, wyskoczyłam z samochodu. KOT! Jednak kot, a nawet kociątko! Miałcząca kupka nieszczęścia! Niewątpliwie uległ jakiemuś wypadkowi. Obok przeraźliwie krzyczącego futerka znalazłam wymiociny i inne plamy… Z duszą na ramieniu złapałam gościa i położyłam w foteliku Alicji. Pojechaliśmy dalej – w nerwowym poszukiwaniu gabinetu weterynaryjnego.

Koleżanka podpowiedziała, żeby skierować się w stronę Niepołomic – tak więc zrobiliśmy. Przed gabinetem wstrzymałam oddech, bo wcale nie byłam pewna, czy mały pacjent jeszcze potrzebuje pomocy… Ale na szczęście patrzył na mnie wielkimi oczyma! Udało nam się wejść bez kolejki i szybko Kotek został przebadany. Brakowało czucia w ogonie. RTG wykazało, że problem może leżeć w miednicy, ale ponieważ nie zdecydowaliśmy się na uśpienie do zdjęcia, to diagnoza nie jest pewna. USG nie wykazało niczego niepokojącego. Zrobiliśmy też test na białaczkę, ale to nie jest problemem w naszym przypadku. W końcu został założony wenflon i po spełnieniu formalności Kotek został odprowadzony na noc do szpitalika.

Teraz dostaje kroplówki, a rano zostaną wykonane bardziej dokładne badania i zajmiemy się uciążliwym świerzbem usznym.

Ponieważ była to nasza pierwsza wizyta w tej lecznicy, zostawiliśmy zaliczkę w kwocie 200zł.
Dzisiejszy rachunek wyszedł 170zł, a szacowany koszt porannych badań to 70zł. Około 13:00 mamy dostać informacje odnośnie diagnozy i dalszego leczenia.

Prosimy, zawalczcie z nami o Kotka…

 

0 komentarzy do “Chyba widziałam kotka!Dodaj swoje →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *